Dwanaście lat doświadczenia w budowie ogrodów
Nie jesteśmy firmą, która przeczytała o szwajcarskiej technologii w internecie. Przepracowaliśmy w niej ponad dekadę — najpierw z sekatorem, potem z koparką, w końcu z projektem w ręce i ekipą do poprowadzenia.
Jak to wyglądało
Początek: pielęgnacja
Pierwsze lata to praca w grupie zajmującej się utrzymaniem ogrodów: cięcie roślin, koszenie, dosadzanie, zakładanie mniejszych rabat, drobne poprawki. Z perspektywy czasu to była najlepsza możliwa szkoła — bo pracowało się w ogrodach w piątym, dziesiątym i piętnastym roku życia i za każdym razem było widać, gdzie ktoś kiedyś poszedł na skróty.
Potem: budowa
Przejście do realizacji oznaczało zupełnie inny zakres. Tarasy, układanie kostki i płyt — także na balkonach i na dachach. Mury i elementy z kamienia naturalnego. Drenaże, kanalizacje, studzienki. Place zabaw realizowane z gotowych projektów, tereny przy szkołach i przedszkolach. Całe osiedla, gdzie najpierw trzeba było nawieźć ziemię i splantować teren do wyznaczonych rzędnych, zanim pojawiło się cokolwiek innego.
Przez te lata przeszły przez nasze ręce setki drzew — od małych sadzonek po okazy wstawiane dźwigiem — i dziesiątki tysięcy mniejszych roślin, na bardzo różnych budowach i w bardzo różnych warunkach.
Ostatnie sześć lat: prowadzenie ekipy
Rola brygadzisty to coś więcej niż praca fizyczna. Dostawaliśmy plan i projekt, a naszym zadaniem było zamienić go w gotowy ogród: zamówić i zorganizować materiały, rozplanować pracę zespołu, rozwiązać na miejscu wszystko, czego rysunek nie przewidział.
W zespole byli też uczniowie — młodzi Szwajcarzy uczący się zawodu ogrodnika, którzy odbywali u nas praktykę. Uczenie kogoś zawodu wymusza rozumienie, dlaczego coś robi się właśnie tak, a nie inaczej. To jest wiedza, której nie da się zdobyć samym powtarzaniem czynności.
Do tego stała rozmowa z architektami krajobrazu, z którymi współpracowaliśmy przez lata, i pozyskiwanie nowych klientów dla firmy. Czyli także ta część pracy, która polega na wytłumaczeniu człowiekowi w prostych słowach, co jest do zrobienia, co musi zamówić sam, a czym zajmiemy się my.
Co przenosimy do Polski
Technologię
Podbudowy pod nawierzchnie wykonywane na płukanym grysie zamiast na piasku, otwarte fugi, wymierzone spadki, ustabilizowane krawędzie. Wszystkie potrzebne materiały są dostępne w Polsce — brakuje wyłącznie przyzwyczajenia, żeby po nie sięgać. Napisaliśmy o tym osobno na stronie o metodzie szwajcarskiej.
Kompleksowość
W Polsce ogrodnik kojarzy się z trawnikiem i rabatkami, a wszystko, co twarde, zamawia się u innej firmy. W szwajcarskim modelu jedna ekipa robi ogród w całości: wykop, odprowadzenie wody, nawierzchnie, mury, instalacje i zieleń. Dzięki temu nikt nie zwala winy na poprzednika, a kolejność prac jest właściwa — instalacje przed nawierzchnią, nawierzchnia przed trawnikiem.
Rozmowę o tym, co będzie za dziesięć lat
Duża część naszej pracy w Szwajcarii polegała na doradzaniu: żeby ogród nie tylko dobrze wyglądał po odbiorze, ale też był funkcjonalny i wymagał od właściciela jak najmniej pracy w kolejnych latach. To pytanie zadajemy każdemu klientowi na pierwszej wizycie — ile realnie masz czasu na ogród. Odpowiedź zmienia bardzo dużo w tym, co proponujemy.
Jak pracujemy dzisiaj
Działamy jako niewielka ekipa. To znaczy, że nie prowadzimy pięciu budów naraz i nie obiecujemy terminów, których nie damy rady dotrzymać — ale też, że na każdej realizacji jest ktoś, kto odpowiada za całość i zna ją od pierwszego pomiaru.
Obsługujemy sprzęt samodzielnie: koparki, wozidła, walce i inne maszyny budowlane. W praktyce oznacza to, że nie czekamy tygodniami na wolny termin u operatora z zewnątrz — a przy krótkich oknach pogodowych bywa to różnica między zrobieniem czegoś w tym sezonie a przesunięciem na następny.
Gdzie pracujemy
Promień 50 km od Radomska. W praktyce cały powiat radomszczański oraz Kamieńsk, Dobryszyce, Gomunice, Gidle, Żytno, Kobiele Wielkie, Wielgomłyny, Przedbórz, Kodrąb, Ładzice, Masłowice, Lgota Wielka, a dalej Pajęczno, Bełchatów, Piotrków Trybunalski, Kłomnice, Koniecpol i północna część aglomeracji częstochowskiej.
Świadomie nie rozciągamy tego obszaru dalej. Do ogrodu trzeba wracać — na przegląd, na poprawkę, na rozmowę o tym, dlaczego coś zachowuje się inaczej, niż się spodziewaliśmy. Firma, która jeździ 150 km w jedną stronę, tych powrotów po prostu nie zrobi.
Poznajmy się na Twojej działce
Godzina rozmowy, odkrywka i pomiar wysokości. Bez prezentacji sprzedażowej i bez zobowiązań.